W numerze 36 (2772) Polityki z dnia 4 września 2010 roku możecie przeczytać artykuł „Rodzina do cywila” będący wywiadem Redaktor Martyny Bundy z dr Magdaleną Arczewską, socjologiem i prawnikiem z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych UW poświęconym planom likwidacji sądów rodzinnych.

 

Z powyższego artykuł możecie się m.in. dowiedzieć, iż ogrom spraw rodzinnych rozstrzyganych jest poza sądami rodzinnymi. W tym również orzeczenia dotyczące opieki nad dziećmi w sytuacji rozpadającego się małżeństwa. Do głowy mi nie przyszło, że system prawny może być tak niekonsekwentny, aby poza sądami rodzinnymi lokować orzecznictwo podstawowe dla rodziny.

 

Pani dr Arczewska w sposób bardzo przekonywujący przedstawia argumenty przeciwko przeprowadzeniu planowanej reformy oraz tłumaczy niską jakość orzecznictwa, a co za tym idzie niski prestiż zawodu sędziego rodzinnego. Naprawdę warto zapoznać się z całością tego artykułu.

 

I tak, według dr Arczewskiej jednym z głównych powodów niskiego poziomu orzecznictwa w sprawach rodzinnych jest to, że sprawy takie trafiają do niekompetentnych i niewyspecjalizowanych w orzecznictwie rodzinnym sędziów orzekających w wydziałach cywilnych sądów okręgowych i apelacyjnych. 

 

„Choć oczywiście sytuacja, gdy dwudziestoparoletni asesor sądowy decyduje o zabraniu komuś dziecka, sama w sobie jest bulwersująca. Bo ten asesor nie ma wystarczającego doświadczenia życiowego, wyobraźni i wiedzy. Ponadto kontrowersyjne decyzje podejmują często sędziowie cywilni, a idą one na konto sędziów z rodzinnego. Gwarantuję, że jeśli planowana reforma wejdzie w życie w obecnym kształcie, to takie sytuacje będą się zdarzać jeszcze częściej […]”

 

Pani dr Arczewska podpiera się w tym punkcie swojego wywodu przykładami:

 

„Pewien sędzia cywilny z sądu apelacyjnego dowodził, że odebranie dziecka i egzekucja komornicza w świetle przepisów oznaczają to samo. Inny orzekł, że dzieci jednego ojca nie są rodzeństwem […] I sędzia rodzinny łapie się za głowę.”

 

Tak oto Panie Marku Witczaku, Prezesie Sądu Okręgowego w Zielonej Górze oraz Panie Waldemarze Kryślaku, Przewodniczący Wydziału Cywilnego w Sądzie Apelacyjnym w Poznaniu, podlegli Wam sędziowie trafili do panteonu twórców najgłupszych orzeczeń sądownictwa rodzinnego, których długo jeszcze cytować będą klasycy. Brawo! Wreszcie mamy dowód i na to, że rozpierająca Was duma z powodu pracy podległych Wam sądów nie jest aż tak bardzo uzasadniona.

 

Szczególne wyrazy uznania i gratulacje kierujemy do Pana Piotra Góreckiego, sędziego Sądu Apelacyjnego w Poznaniu, który dołączył do grona wybitnych prekursorów orzecznictwa w tym zakresie: Marka Góreckiego, Marioli Głowackiej oraz Ewy Staniszewskiej. Nie do końca wiem czy to kwestia zaraźliwości głupoty czy odporności na wiedzę, ale Pan Piotr Górecki dołączył do tego grona mając już pełną wiedzę na temat błędów popełnionych przez swoje koleżanki i kolegów. Postanowił jednak swoim autorytetem potwierdzić, iż dzieci ojca nie są rodzeństwem. Uczynił to wprawdzie poprzez przemilczenie, ale zapewne nie tyle ze wstydu co w trosce o swoje sumienie.

 

Nadzieją dla Was, wyżej wymienionych, pozostaje fakt, że głupota zawsze i do końca pozostaje niezawisła względem prawdy.

 

Nadzieją dla nas graniczącą z pewnością jest to, iż prawda zawsze zwycięża.