Sąd Okręgowy I Wydział Cywilny w Zielonej Górze wydał postanowienia pozostawiające 5-cioletnią córkę Tomka z matką, a 13 letniego syna Tomka, pochodzącego ze związku z inną kobietą, z nim (sygn. akt 12 C954/09).

Sprawą toczącą się w Sądzie Okręgowym w Zielonej Górze nie będziemy się zajmować, albowiem rzecznik prasowy tego sądu Sędzia Sądu Okręgowego Ryszard Rólko nie pozostawia żadnych złudzeń co do panujących tam standardów i linii orzeczniczej:

Sędziowie rozstrzygają kwestie przyznania praw rodzicielskich kierując się tylko dobrem dziecka. Problem może się pojawić, gdy każde z rodziców ma zbliżone predyspozycje do zajmowania się dzieckiem. Wtedy pełnię władz rodzicielskich zazwyczaj przyznaje się rodzicowi, który dotychczas w największym zakresie zajmował się codziennymi i podstawowymi potrzebami dziecka i w tym się sprawdził. A więc temu, który faktycznie na co dzień zajmował się przygotowaniem posiłków dla dziecka, jego ubieraniem i opieraniem, wyprawianiem do szkoły, prowadzaniem do lekarza... Poza tym, jak przyznać opiekę nad dziewczynką mężczyźnie? Przecież nie poradzi sobie z przeprowadzeniem jej przez sprawy intymne" .

Swojej powyższej wypowiedzi udzielił on w roku 2004 Gazecie Lubuskiej (Tatiana Mikułko, „Tata walczący”). Do dnia dzisiejszego pełni on swoją funkcję. Oczywiście ani z jego strony ani ze strony władz Sądu Okręgowego w Zielonej Górze nie pojawiły się przeprosiny czy chociażby sprostowanie tej skandalicznej i kompromitującej wymiar sprawiedliwości wykładni prawa. Fakt dyskryminacyjnych praktyk w tamtym sądzie potwierdzają również nasze wcześniejsze z nim doświadczenia.

Tomek zaskarżył więc postanowienie Sądu Okręgowego w Zielonej Górze do Sądu Apelacyjnego w Poznaniu powołując się m.in. na art. 58 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego (kro) zalecający nierozdzielanie  rodzeństwa.

Sąd Apelacyjny w Poznaniu (Wydział I Cywilny) wydał w dniu 5 maja 2010 roku w składzie SSA Marek Górecki (przewodniczący), SA Ewa Staniszewska, SA Mariola Głowacka postanowienie, którego treść nie mieści się w żadnych granicach przyzwoitości, prawa czy nauki (sygnatura akt I Acz 545/10).

 

Obraza prawa

Tomek zarzucił Sądowi Okręgowemu w Zielonej Górze naruszenie art. 58 § 1 kro, który brzmi:

 

„art. 58

§ 1. W wyroku orzekającym rozwód sąd rozstrzyga o władzy rodzicielskiej nad wspólnym małoletnim dzieckiem obojga małżonków i o kontaktach rodziców z dzieckiem oraz orzeka, w jakiej wysokości każdy z małżonków jest obowiązany do ponoszenia kosztów utrzymania i wychowania dziecka. Sąd uwzględnia porozumienie małżonków o sposobie wykonywania władzy rodzicielskiej i utrzymywaniu kontaktów z dzieckiem po rozwodzie, jeżeli jest ono zgodne z dobrem dziecka. Rodzeństwo powinno wychowywać się wspólnie, chyba że dobro dziecka wymaga innego rozstrzygnięcia.”

 

Nie trzeba być sędzią sądu rodzinnego, aby rozumieć prawo. Wystarczy być umiejącym czytać człowiekiem, aby dostrzec intencję ustawodawcy, który w pierwszym zdaniu nakłada na sąd obowiązek rozstrzygnięcia o władzy rodzicielskiej nad wspólnym dzieckiem/dziećmi obojga rozwodzących się rodziców, w zdaniu drugim nakłada na sąd obowiązek kierowania się dobrem dziecka/dzieci - nie interesem rodziców, a w zdaniu trzecim jako szczególny wyraz troski o dobro dzieci wskazuje, że co do zasady rodzeństwo nie powinno być rozdzielane.

W żadnym miejscu ustawodawca nie definiuje w tym artykule pojęcia „rodzeństwo”. Nie ma zresztą takiej potrzeby bo jest to termin doskonale w prawie zdefiniowany, oznaczający: „w aktach normatywnych i innych aktach prawnych wystąpienie terminu rodzeństwo oznacza osobę będącą krewnym drugiego stopnia linii bocznej, a więc bez jakiegokolwiek rozróżnienia na rodzeństwo rodzone i przyrodnie”. Definicja potoczna rodzeństwa spotykana w literaturze brzmi „rodzeństwo – w genealogii i prawie dzieci tych samych rodziców bądź rodzica: wszyscy bracia i siostry w ogólności albo każdy z nich pojedynczo wobec drugiego z nich (tak zwłaszcza w tekstach prawnych)”.

Nic to jednak dla Sądu Apelacyjnego. Sąd Apelacyjny orzekł, iż w w/w artykule ustawodawca zdefiniował pojęcie rodzeństwa, a w konsekwencji dzieci Tomka nie są rodzeństwem!

„Nie mógł odnieść skutku podstawowy zarzut zażalenia, a mianowicie naruszenia przepisu art. 58 § 1 kro, nakazującego sądowi rozstrzygającemu o władzy rodzicielskiej nad wspólnym dzieckiem stron uwzględnienie postulatu, że rodzeństwo powinno wychowywać się wspólnie, chyba ze dobro dziecka wymaga innego rozstrzygnięcia. Zwrócić bowiem uwagę należało, że [syn] nie jest w ujęciu normatywnym bratem małoletniej [córka]. Nie należy bowiem do żadnej z przewidzianych w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym kategorii dzieci wspólnych rozwodzących się małżonków to jest: objętych domniemaniem pochodzenia od męża matki, pozamałżeńskich pochodzących prawnie od danych małżonków, przysposobionych przez drugiego z nich. W okoliczności sprawy [syn] – będąc synem pozwanego i innej niż powódka kobiety – status taki mógłby zawdzięczać tylko przysposobieniu przez powódkę. Skoro do adopcji tego dziecka przez wymienioną nie doszło uznać należało, że postulat nierozdzielności rodzeństwa nie dotyczy [syna] i [córki]”.

Orzeczenia Sądu nie broni nawet próba literalnego rozumienia prawa. W przedmiotowym artykule 58 § 1 ustawodawca operuje liczbą pojedynczą („dziecko”, a nie „dzieci”). Jeśli zatem należy dbać o dobro (jednego) dziecka rozwodzących się rodziców i jednocześnie nie rozdzielać rodzeństwa (a tak dokładnie brzmi ostatnie zdanie art. 58 § 1) to ustawodawca musiał mieć na myśli rodzeństwo przyrodnie, które zresztą w świetle prawa jest po prostu rodzeństwem w pełnym tego słowa znaczeniu (sędziowie Sądu Apelacyjnego orzekającego w sprawach rodzinnych o tym nie wiedzą?). To oczywiście interpretacja bardzo pokrętna, śmiało mogąca ścigać się z interpretacją Sądu Apelacyjnego o miano głupszej. Pokazująca jednak, że orzeczenia Sądu nie sposób bronić – chociaż dzielnie tego zadania w rozmowach telefonicznych podejmuje się Przewodniczący Wydziału Sędzia Sądu Apelacyjnego Waldemar Kryślak. Najważniejsze jego argumenty w tej sprawie to podnoszenie głosu, wyrażanie opinii na temat autora niniejszego tekstu oraz podkreślanie wieku oraz doświadczenia sędziów orzekających w tej sprawie.

 

Dobro dzieci

Nadrzędnym celem sądu rodzinnego jest dobro dzieci. Ojcowie masowo tego nie rozumieją i dlatego niemal zawsze mają pod górkę ;-). Powyżej widzieliśmy jak dobro dzieci wygrywa z wątpliwej jakości interpretacją normatywów i względów formalnych. Teraz przyjrzyjmy się jak w dalszej części postanowienia Sąd konsekwentnie zmaga się z problemem zabezpieczenia dobra dzieci.

Aby dobro małoletnich dzieci zabezpieczyć na dobre i do końca życia, w szczególności w trosce o utrwalenie łączących ich wzajemnie więzi (czemu Sąd nie zaprzecza), w dalszej części postanowienia Sąd Apelacyjny nazywa syna Tomka „bratem” jego córki. Nie bratem lecz „bratem”. Sąd sam strzelił sobie gola. Gdyby w dalszej części postanowienia Sąd nazywał dzieci Tomka bratem i siostrą to oznaczałoby w myśl wywodu sądu, iż brat i siostra nie są rodzeństwem. To byłoby już nawet dla Sądu zbyt daleko idące nadużycie. Zamiast brata mamy więc „brata” i wszystko gra:

„Z opinii RODK wynika zresztą, że choć małoletniej zależy na pogłębieniu więzi z [synem Tomka], ma do niego stosunek ambiwalentny, co wiąże się z poczuciem braku satysfakcjonujących relacji z „bratem” wskutek dużej różnicy wieku […].  

Któż to taki ów brat w cudzysłowiu? Czy to niby-brat? A może brat-niebrat? Skąd Sąd Apelacyjny wziął owo pojęcie nie wiadomo. Dlaczego sąd zamiast operować precyzyjnym językiem prawniczym dopuszcza się takich pseudo literackich wybiegów? Czyżby bez tego nie mógł zatuszować swojego zakłamania?

Kim właściwie zdaniem sądu jest syn Tomka dla jego córki? Tego niestety z postanowienia Sądu Apelacyjnego się nie dowiemy. Zarówno biegłe z RODK (skąd inąd w swojej tradycyjnie tendencyjnej i stereotypowej opinii) jak i sąd pierwszej instancji nazywają rzeczy po imieniu: rodzeństwem, bratem i siostrą.

 

Wczesne dzieciństwo

Jakby tego było mało, sąd nie zamierza poprzestać na powyższych bzdurach:

„W ocenie Sądu Apelacyjnego zaproponowane w tej opinii i przyjęte przez Sąd Okręgowy rozwiązanie – ustalenia miejsca zamieszkania małoletniej przy matce – zgodne jest z utrwalonym w orzecznictwie poglądem, że zwłaszcza w okresie wczesnego dzieciństwa wskazane jest, by dziecko pozostawało pod opieką matki ze względu na jej konstytucję psychiczną, większą uczuciowość i skłonność do jej uzewnętrzniania oraz właściwą matce troskę o zaspokajanie codziennych potrzeb dziecka (orzeczenie SN z dnia 21 listopada 1952 r., C 1814/52 OSN 1953, poz. 92)”.

Zostawmy w spokoju fakt, że od roku 1952 świat się trochę zmienił.  Inne są dzisiaj role społeczne, pozycje zawodowe i standardy współżycia kobiet i mężczyzn aniżeli miało to miejsce ponad pół wieku temu. (Czyżby ustanawiając urlopy tacierzyńskie ustawodawca sprzeniewierzał się naturze i potrzebom dzieci? Czy może jednak cywilizacja/ nauka poszła naprzód i ludzie – nie wszyscy – więcej dzisiaj rozumieją?). Nie trudno wszak znaleźć orzeczenia sądów uzasadniające patriarchalny model świata, które dzisiaj wywołałyby uśmiech na twarzy. Głęboko uzasadnione jest wymaganie od sądów odwoływanie się do obecnego stanu nauki czy osiągnięć cywilizacyjnych.

Skupmy się natomiast na przytoczonym za Sądem Najwyższym przez Sąd Apelacyjny pojęciu „wczesnego dzieciństwa”. Dziedzina nauki jaką jest psychologia rozwojowa dziecka definiuje „wczesne dzieciństwo” jako ściśle określony etap rozwoju człowieka obejmujący pierwsze 3 lata życia i podzielony na podokresy: stadium noworodka (do pierwszego miesiąca życia), okres niemowlęcy (pierwszy rok życia) i okres poniemowlęcy. Po etapie wczesnego dzieciństwa następuje etap przedszkolny trwający od 3 do 6 roku życia dziecka itd.  

Zresztą przytoczone przez Sąd Apelacyjny orzeczenie Sądu Najwyższego z dnia 21.11.1952 dotyczy wyroku Sądu Wojewódzkiego odnoszącego się do dziecka urodzonego w dniu 30.04.1948 i konfliktu rodziców rozgrywającego się na przełomie lat 1948-1949. a więc wyrok ten odnosi się do dziecka wówczas niespełna dwuletniego!

Córka Tomka jest dzieckiem ponad pięcioletnim i wyrazem szczególnego dyletanctwa, ignorancji bądź złej woli jest stosowanie wobec niej kryteriów dziecka będącego w okresie wczesnego dzieciństwa. Trudno to doprawdy zrozumieć, tym bardziej, że sprawa toczy się w drugiej instancji, w Sądzie Apelacyjnym, od którego należy wymagać stosowania wyższych standardów pracy aniżeli tylko powoływanie się na zamieszczone w popularnej literaturze prawniczej sygnatury akt orzeczeń SN, bez gruntownej znajomości tematu (w szczególności bez wglądu w treść orzeczeń, których sygnatury się przytacza czy elementarnej wiedzy z zakresu psychologii rozwojowej dziecka).

Na marginesie dodać należy, że w tym samym orzeczeniu Sąd Najwyższy nakazuje wszechstronne badanie sprawy, w tym „ważną rolę odgrywają również okoliczności dotyczące rodziców, takie jak ich kwalifikacje osobiste pozwalające na prawidłowy i pełny rozwój psychiczny i fizyczny dziecka pozostające w związku z właściwościami psychicznymi rodzica, stopniem zaangażowania uczuciowego, wiekiem i stanem zdrowia. Dla właściwego wyboru rodzica nie bez znaczenia będą jego możliwości finansowe, zarobkowe oraz warunki mieszkaniowe”.

Tych kwestii Sąd Apelacyjny jednak nie podnosi, bo najwyraźniej nie pasują one do podjętej decyzji i jej oczywistości (o czym poniżej). My też ich rozstrzygać nie będziemy chociaż znając od kilku lat sytuację życiową Tomka mamy w tym względzie wyrobioną opinię, która z czystym sumieniem pozwala zamieścic niniejszy tekst. To rola sądu. Sądu niezawisłego, bezstronnego, kompetentnego i uczciwego.

 

 

Jak wyszło szydło z worka

 Na koniec Sąd Apelacyjny sam doskonale podsumowuje swoją pracę i jej wartość pisząc „Uznać zatem należało, że to powódka z racji przyrodzonych zdolności i umiejętności […]”.

 

I po co tyle zachodu? Nie można było tak od razu?

 

 

P.S. RODK

Rodzinne Ośrodki Diagnostyczno Konsultacyjne (RODK) to przysądowe instytucje zatrudniające psychologów (w większości kobiety, często po rozwodzie) doradzających w sprawach rodzinnych. Wieloletnie doświadczenie we współpracy z tymi ośrodkami wskazuje na ich tendencyjne i stereotypowe podejście do problemów wychowywania dzieci w rodzinach niepełnych. Ośrodki te w dużej mierze finansowo uzależnione są od zleceń spływających z sądów co podważa ich wiarygodność jako niezależnych ośrodków doradczych/ opiniujących. Bardzo często, niemal zawsze wydają one opinie spełniające wymóg zgodności z przyjętą linią orzeczniczą sądów. Nie inaczej było i w tym przypadku. Dowodzi tego m.in. fakt, że niezależny biegły sądowy wydał w sprawie więzi wzajemnie łączących dzieci Tomka zupełnie inną opinię, z którą możecie zapoznać się tutaj.

Sąd zapewne tej opinii nie uwzględni bo biegła jest na tyle niekompetentna, że nazywa syna i córkę Tomka rodzeństwem, a nawet (o zgrozo!) „jedynym rodzeństwem”. Oczywiście powód odrzucenia tej opinii Sąd znajdzie inny (np. że była wykonana na zlecenie prywatne, a nie na zlecenie sądu – bo to z jakiegoś powodu jest istotna różnica). Wszak najważniejsze jest dobro dzieci.