Do:

Rzecznik Praw Obywatelskich

Aleje Solidarności 77

00-090 Warszawa

Zielona Góra, 25.11.2010

 

dotyczy:  RPO-646010-IV/10/MK

(zobacz pismo od RPO do Tomka)

 

List otwarty

 

 

Szanowny Panie!

 

 

Ze smutkiem i rozczarowaniem przyjmuję Pańską odpowiedź na moją prośbę o przystąpienie do sprawy toczącej się w Sądach Okręgowym w Zielonej Górze oraz w Sądzie Apelacyjnym w Poznaniu. Pańska decyzja jest dla mnie niezrozumiała tym bardziej, że meritum sprawy umieścił Pan na marginesie („Na marginesie wskazuję, że w świetle prawa [syn] i [córka] są oczywiście rodzeństwem, pochodząc od wspólnego przodka – czyli Pana. W tym aspekcie rzeczywiście można mieć wątpliwości co do właściwości sformułowań zawartych w uzasadnieniu postanowienia Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z 5 maja 2010r.”). 

Otóż nie! Nie można mieć tutaj żadnych wątpliwości. Są to sformułowania niezgodne z prawem i stanem faktycznym. Zamiast udzielić mi w tej sytuacji wsparcia i pomocy, dokonuje Pan próby obrony i wytłumaczenia stanowiska sądu.

Nie mogę przejść nad tym do porządku dziennego. Ponieważ w swoim piśmie zapowiada Pan, że moja korespondencja (bez względu na moje argumenty) pozostanie bez odpowiedzi to zdecydowałem się na formę listu otwartego. Być może pod presją opinii publicznej zechce Pan jednak wytłumaczyć mi swoje stanowisko, a być może wręcz je zweryfikować.

 

Po pierwsze.

Z jednej strony w jednym i tym samym zdaniu twierdzi Pan, że interwencja Rzecznika Praw Obywatelskich byłaby niezgodna z prawem, a z drugiej strony wskazuje Pan, że działanie takie byłoby dublowaniem wysiłków podejmowanych przez Rzecznika Praw Dziecka. Doprawdy nie pojmuję logiki tego wywodu. Czy działania Rzecznika Praw Dziecka uważa Pan za niezgodne z prawem? Zarówno Pan, jak i ja wiemy, że posiada Pan szereg przewidzianych prawem możliwości w celu ochrony naruszanych praw obywatelskich. Z nieznanych mi jednak powodów nie chce Pan jednak z nich skorzystać zasłaniając się wątpliwej jakości argumentami.

 

Po drugie.

Kompetencje Rzecznika Praw Dziecka oraz Rzecznika Praw Obywatelskich są kompetencjami wzajemnie się uzupełniającymi, a nie wykluczającymi się czy ze sobą konkurującymi.

Wyjaśniam zatem, że interwencja Rzecznika Praw Dziecka podjęta została w celu ochrony ważnego interesu moich dzieci będących rodzeństwem. Moja prośba skierowana do Pana jako Rzecznika Praw Obywatelskich jest natomiast prośbą o, wprawdzie analogiczną, ale jednak interwencję w zakresie ochrony moich praw obywatelskich.

W tym kontekście decyzję Rzecznika Praw Dziecka o przystąpieniu do sprawy odczytywać powinno się wyłącznie jako uzasadniającą podejrzenia nieprawidłowego funkcjonowania systemu sprawiedliwości.

Na pańskiej stronie internetowej (bip.brpo.gov.pl/index.php?md=4500) odnaleźć można następującą informację: „W 2007 r. Rzecznik Praw Obywatelskich i Rzecznik Praw Dziecka podejmowali wspólne działania mające na celu skuteczniejszą ochronę praw rodziny i praw dzieci”. Rozumiem, że to w przypadku mojej osoby nieaktualne.

 

Po trzecie.

Przykre i upokarzające są dla mnie ciągłe insynuacje kierowane pod moim adresem jakobym nie rozumiał zasady niezawisłości sądów. Ciągłe wytaczanie tego argumentu uważam za nieuczciwą manipulację. Zobrazuję to Panu na przykładzie Pana wypowiedzi. Skoro uważa Pan, że sąd lepiej realizuje interes osoby posiadającej profesjonalnego reprezentanta sądowego aniżeli osoby jej nie posiadającej to kierując się identyczną manipulacją mógłbym zarzucić Panu pogląd, iż uważa Pan że profesjonalny reprezentant wpływa na decyzje niezawisłego sądu, a więc podważa Pan uczciwość i bezstronność sądów. Protestuję przeciwko sprowadzaniu sprawy do takiego poziomu kosztem jej meritum.

Załóżmy, że obaj wiemy na jakich fundamentach zbudowany został system prawny, zarówno w Polsce jak i w całym cywilizowanym świecie. Oczywistym dla nas również jest fakt, że w życiu najzacniejsza nawet teoria może się czasami mijać z praktyką.

Pomiędzy zasadą niezawisłości sądów a dowolnością orzeczeń istnieje olbrzymia różnica, która często niestety określana jest mianem obrazy prawa. Przewiduje to nawet ustawa o sądach powszechnych!

Właśnie dlatego ustanowiono instytucje takie jak Rzecznik Praw Obywatelskich, które mają stać na straży właściwego funkcjonowania systemu prawnego i takim nadużyciom władzy się przeciwstawiać.

W swoim piśmie, paradoksalnie względem końcowej konkluzji w nim zawartej, przyznaje Pan, że moje prawa obywatelskie (w tym konstytucyjna zasada sprawowania ochrony i otaczania opieką rodziny przez Rzeczpospolitą Polską) są bezpardonowo, brutalnie naruszane przez sądy obu instancji, chociaż z nieznanych mi powodów woli Pan zamiast nazywania rzeczy po imieniu w eufemistyczny sposób pisać o tym, że można mieć „wątpliwości” co do sformułowań Sądu Apelacyjnego stwierdzającego w dwóch postanowieniach z 05.05.2010 oraz 20.09.2010, że moje rodzone dzieci nie są według prawa rodzeństwem - niestety Pan niezgodnie ze stanem faktycznym przytacza tylko jedno z tych postanowień z dnia 05.05.2010. W drugim z nich Sąd Apelacyjny w Poznaniu pomimo swojej pełnej wiedzy na temat popełnionych błędów potwierdził „słuszność” swojego wywodu w zakresie niedookreślonego pokrewieństwa moich dzieci. Jestem przekonany, że sytuacja ta nie miałaby racji bytu gdyby zgodnie z moim apelem i swoją rolą wsparł Pan moje racje zawarte w poprzednich pismach. Niestety wówczas nie był Pan gotowy do potwierdzenia, że moje dzieci są rodzeństwem. Czyni Pan to dopiero teraz, po trzecim piśmie ode mnie, gdy w sprawie jednoznacznie wypowiedziały się już media,  Rzecznik Praw Dziecka oraz liczni uczciwi ludzie. Taka postawa nie przynosi chluby sprawowanemu przez Pana urzędowi.

 

Po czwarte.

W jakim celu w pierwszym zdaniu na swojej stronie internetowej pisze Pan, że po pomoc do RPO może zwrócić się „każdy obywatel Polski” skoro w swoich odpowiedziach na takie wnioski powołuje się Pan na zasadę subsydiarności działań oraz na dyskwalifikujący mnie fakt posiadania przeze mnie profesjonalnego pełnomocnika procesowego?

 

 

Skąd czerpie Pan wiedzę bądź przekonanie o tym, że prawa obywatelskie są naruszane tylko wobec osób takich reprezentantów nie posiadających?  Jaka jest formalna bądź etyczna przesłanka do tego, aby nie wspierać ochrony praw obywateli posiadających reprezentanta procesowego? Czy zamierza Pan dokonać zmiany dezinformującego wpisu na Pańskiej stronie internetowej? Czy może tak lepiej wygląda?

Nigdzie w ustawie o Rzeczniku Praw Obywatelskich nie ma informacji o tym, że pomocy nie mogą uzyskać osoby posiadające profesjonalnego reprezentanta procesowego.

 

Po piąte.

Pomimo swoich zarzekań, że nie może Pan wchodzić w rolę nadzorcy niezawisłych sądów, w swoim piśmie wychodzi Pan poza swoją rolę i dokonuje zdecydowanej oceny postanowienia sądu jako zgodnego z prawem. Rozumiem więc, że może Pan jednak dokonywać oceny postanowień sądowych, ale wyłącznie wówczas gdy jest to ocena pozytywna. Doprawdy zdumiewająca lojalność.

Jakież są podstawy dla tej oceny, które Pan przytacza? Są to Pańskie subiektywne odczucia dotyczące tego co jest w prawie zasadą zapisaną na „miękko”. Cóż to znaczy? Czy zasada zakazująca zabójstwa również jest zasadą miękką (nie wolno zabijać drugiego człowieka chyba, że w obronie koniecznej)?

Wprawdzie nie wiem skąd wziął Pan ową „miękkość” i jak Pan ją mierzy, ale ponieważ jestem osobą tolerancyjną dlatego, chociaż się z nimi nie zgadzam to z szacunkiem odnoszę się do prywatnych poglądów zarówno Pana jak i pracowników Biura RPO, które (całkiem niepotrzebnie) zawarte są w korespondencji do mnie. Rzecz natomiast idzie nie o prywatne poglądy lecz o ustanowione prawo. Dlatego stanowczo protestuję przeciwko nazywaniu przez Rzecznika Praw Obywatelskich zasady nierozdzielania rodzeństwa jako rzekomo „miękkiego warunku”.

Jak Pan doskonale wie, zasada nierozdzielania rodzeństwa jest zasadą aż dwukrotnie zawartą w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym (w analizowanym przez Pana artykule 58 oraz z nieznanych mi powodów pominiętym w Pana analizie artykule 107). Dwukrotne zawarcie tej zasady w jednym akcie prawnym z całą pewnością nie może być traktowane jako dowód jej „miękkości”, cokolwiek Pan przez to rozumie. Wręcz przeciwnie, jest to dowód na istotność tej zasady. Nie ma w niej miejsca na żadne „ale”. Jest tam wyłącznie „chyba, że dobro dziecka wymaga innego rozstrzygnięcia”! Gdyby zechciał Pan uważnie zapoznać się ze sprawą, tak jak o to prosiłem, z pewnością zauważyłby Pan, że w pomijanym przez Pana postanowieniu z dnia 20 września 2010 Sąd Apelacyjny w Poznaniu napisał: „Zarzut niewyjaśnienia dlaczego uzasadnione jest rozdzielenie [syna] i [córki] był zatem bezprzedmiotowy skoro relacje między tymi dziećmi były już przedmiotem rozważań Sądu Okręgowego i Apelacyjnego, przy badaniu poprzedniego wniosku pozwanego, nie stanowiąc nowego aspektu w sprawie.”

Gdzie w powyższym stanowisku Sądu Apelacyjnego w Poznaniu odnajduje Pan owe ważne powody? Przecież konkluzja z badania tych „relacji” (broń boże pokrewieństwa!) jest taka, że moje dzieci nie są rodzeństwem, a więc (Sąd pisze to wprost) żadnych powodów dla ich rozdzielenia być nie musi! To jest sedno tej sprawy, a nie mój brak zrozumienia zasady niezawisłości sądów. Woli Pan jednak podstawowy problem uczynić z braku mojej zdolności zrozumienia sądu, błędy sądu spychając zaś na „margines”. Nie podając zresztą ku temu żadnej przyczyny.

Zdumiewające jest Pana stanowisko, iż orzeczenie sądu jest zgodne z prawem (a więc zgodne z prawem jest rozdzielenie rodzeństwa) w sytuacji, w której sąd stwierdza, że rodzeństwo nie jest rodzeństwem. Przecież w oparciu o ten swój wywód sąd odmawia podania powodów swojej decyzji, kilkukrotnie oddala oczywisty zdawałoby się wniosek ojca (ostatecznie zgłoszony też przez Rzecznika Praw Dziecka) o zbadanie więzi emocjonalnych łączących rodzeństwo a nawet pomija przedstawioną w sprawie opinię biegłego psychologa sądowego, który potwierdza istnienie silnych więzi pomiędzy rodzeństwem. Jakie są te ważne powody, które Pan dostrzegł w uzasadnieniu sądów, które czynią postanowienie sądu zgodne z prawem choć niezgodne z literą prawa i ustalonymi faktami? Jakich jeszcze potrzeba dowodów, aby wykazać, że postępowanie nie jest rzetelnie prowadzone? Czy moim prawem obywatelskim nie jest prawo do rzetelnego procesu sądowego? Czy wystąpienie Rzecznika Praw Dziecka nie uwiarygadnia dla Pana faktu, że moje prawa obywatelskie do rzetelnego procesu sądowego są naruszane?

 

Po szóste.

Co gorsza, w swojej analizie popełnia Pan ten sam błąd co sądy! Pisze Pan: „Ponadto art. 58 § 1 dotyczy wspólnego małoletniego dziecka obojga małżonków – takim dzieckiem jest wyłącznie [córka], nie jest nim [syn]”.

Nie, nie, nie. W przedmiotowej kwestii „nierozdzielania” art. 58 § 1 dotyczy rodzeństwa, z którego co najmniej jedno jest małoletnim dzieckiem stron. Artykuł ten stanowi „rodzeństwo powinno …”, a nie „wspólne dziecko stron powinno …”. Pańskie insynuacje jakoby interes jednego dziecka był ważniejszy od interesu drugiego dziecka z powodu jego pochodzenia są obarczone tak wielkim błędem, że zbyteczne jest chyba ich dalsze analizowanie. Mnie, jako rodzica obojga tych dzieci stanowisko takie reprezentowane przez Rzecznika Praw Obywatelskich może jedynie oburzać. Oboje moich dzieci ma takie same prawa i jest tak samo ważne. Zdaje się, że jestem jedyną osobą, która to rozumie. Dlatego nie nadaję się na ich opiekuna. Nie można mieć żadnych wątpliwości (także w kontekście art. 107), że nie taka jak Pan podaje jest intencja ustawodawcy.

 

Po siódme.

W jaki sposób mam odnieść się do bagatelizowania przez Pana skutków orzeczeń tymczasowych i namawiania mnie do spokojnego oczekiwania na uczciwy werdykt końcowy?

Czy naprawdę nie zdaje Pan sobie sprawy ze szkody jaką obecny stan rzeczy wyrządza rozdzielonemu rodzeństwu? Czy naprawdę nie widzi Pan tego, że bezprawne i niepodlegające dalszym zaskarżeniom postanowienia Sądu Apelacyjnego w Poznaniu mają na celu sankcjonowanie obecnego stanu rzeczy, barbarzyńskie rozrywanie więzi łączących dzieci po to aby w orzeczeniu końcowym powołać się na ich brak jako efekt końcowy obecnej troski sądu o dobro dzieci? Kłamstwo, fałszerstwo, nierzetelne opinie, pomijane wnioski dowodowe, obraza prawa, niszczenie rodziny. Wszystko dla szczytnego celu. Jak by go Pan nazwał?

Idę o zakład, że dzięki działaniom takim jak podejmowane przez Rzecznika Praw Dziecka sądowi ostatecznie uda się ustalić, że moje dzieci są jednak rodzeństwem, ale jednocześnie pojawi się szereg niezauważonych dotychczas argumentów za ich rozdzieleniem (w tym zanik więzi między rodzeństwem). Niezawisłemu sądowi przecież wolno co zechce. Nie omieszkam poinformować Pana czy mam rację, bo przecież z własnej ciekawości Pan tego nie sprawdzi.

 

Po ósme.

Również dwukrotnie zawarta jest w Konstytucji RP zasada ochrony i  sprawowania opieki nad rodziną przez Rzeczpospolitą Polską (art. 18 i 47).  W jaki sposób Rzeczpospolita Polska i reprezentujące ją sądy realizują tę zasadę wobec mojej i moich dzieci rodziny? Skąd bierze się Pana satysfakcja i spokój w tym zakresie?

 

Po dziewiąte.

Dziećmi nie są, jak Pan błędnie pisze, osoby pochodzące od wspólnego przodka, ale osoby pochodzące od wspólnego rodzica, w tym od ojca. Ojciec to rodzic. Proszę nie bać się tego skojarzenia. Wspólnego przodka to być może i my mamy.

 

Po dziesiąte.

Zgadzam się z Panem, że artykuł 58 dotyczy wyroku rozwodowego, a orzeczenia tymczasowe takim wyrokiem nie są. Jak to mówią: nieznajomość prawa szkodzi. Komu? Najbardziej dzieciom. Bo przecież nie sędziom.

Niewątpliwie góruje Pan nade mną wiedzą w zakresie prawa. Tym bardziej przykre jest, że próbuje Pan z normy prawnej opisującej intencje ustawodawcy uczynić wyłącznie pusty formalizm. Pomimo swej rozległej wiedzy pomija Pan fakt istnienia artykuł 107, a przez to nie analizuje Pan dość szeroko zasady nierozdzielania rodzeństwa. Nie może być żadnej wątpliwości co do tego, że jest to zasada niezwykle ważna z punktu widzenia dobra dzieci będących rodzeństwem. Podstawą jednakże do jej zastosowania jest poprawne ustalenie kto jest, a kto nie jest rodzeństwem. Pańską troską powinno być szanowanie intencji (nie bez powodu przecież!) zawartej w prawie, a nie czerpanie satysfakcji z moich niedociągnięć i nieznajomości litery prawa. To uczciwy, bezstronny i niezawisły sąd powinien ustalić, że moje dzieci są rodzeństwem wobec czego stosuje się wobec nich przepisy tego to a takiego artykułu. W następnej kolejności sąd rozstrzyga czy są przesłanki do ich rozdzielenia i wydaje werdykt.

W moim przypadku sąd w randze ostatniej instancji nie potrafi poprawnie ustalić pokrewieństwa moich dzieci i w konsekwencji zastosować odpowiedniej normy prawnej. Tak według Pana wygląda rzetelne postępowanie sądowe. W tej sytuacji Pan swoją rolę rozumie nie jako rzecznika prawa obywatela, ale jako rzecznika sądu tłumaczącego co sąd miał na myśli, ale źle napisał. Jaka na końcu jest różnica pomiędzy pogwałceniem praw dzieci w związku ze złamaniem artykułu 58 a nie artykułu 107? Żadna. Istnieje natomiast olbrzymia różnica pomiędzy nierozdzieleniem dzieci na mocy artykuł 107, a rozdzieleniem ich bo artykuł 58 nie pasuje. Naprawdę Pan tego nie widzi?

 

Po jedenaste.

Pisze Pan, że zapewne wiem, że mogę wystąpić z wnioskiem o wyłącznie sędziego. Oczywiście wiem i już to uczyniłem. Jak Pan sądzi z jakim skutkiem? Czy nie uważa Pan, że Pańskie przyłączenie się do sprawy zwiększałoby moje szanse na sukces w tym zakresie?

 

Po dwunaste.

W sprawie istnieje szereg innych dowiedzionych przeze mnie nieprawidłowości, które również nie budzą Pana niepokoju i pozwalają Panu nazwać orzeczenie sądu zgodnym z prawem:

a)      nierzetelnie sporządzona w przysądowym ośrodku i na zlecenie sądu opinia psychologiczna, której nadaje się rangę wyższą aniżeli faktom – pomimo szerokiej i powszechnej krytyki ze strony niezależnych środowisk psychologicznych Rodzinnych Ośrodków Diagnostyczno Konsultacyjnych zatrudniających nisko wykwalifikowanych psychologów woli Pan dającą poczucie moralnego spokoju ułudę, że nic złego się tam nie dzieje zamiast podjąć trud realnej ochrony praw obywateli narażonych na kontakt z tymi „specjalistami”,

b)      stwierdzenie przez Sąd, że niemalże 6-cioletnie dziecko jest dzieckiem znajdującym się we wczesnym okresie dzieciństwa – w niezawisłych sądach nie mają racji bytu nawet osiągnięcia nauki,

c)       brak możliwości skutecznego zgłaszania wniosków dowodowych przez stronę będącą posiadającym pełnię władz rodzicielskich rodzicem – chodzi oczywiście o zdawałoby się bezcenny i oczywisty dowód w postaci opinii na temat więzi emocjonalnych rozdzielanego rodzeństwa,

d)      przyjmowanie jako dowodów w sprawie oświadczeń tylko jednej strony, odrzucając oświadczenia drugiej strony jako gołosłowne – ewidentna i obrzydliwa praktyka mająca na celu dopasowywanie argumentów do podjętej decyzji, a nie podejmowania decyzji w oparciu o argumenty czy dowody (korzystająca oczywiście z parasola ochronnego niezawisłości sądu),

e)      odrzucanie kluczowych z punktu widzenia interesu dziecka wniosków dowodowych, do których dostęp z mocy prawa ma wyłącznie sąd (ustawa o krajowym rejestrze karnym, wykonanie wywiadu kuratorskiego).

Skąd bierze się Pana wiara w to, że sądy niezdolne do uczciwego i bezstronnego ustalenia tak oczywistego, podstawowego, nie budzącego żadnych wątpliwości faktu (chociaż dla Pana „budzi to wątpliwości”) jak bycie rodzeństwem potrafią bezstronnie i uczciwie analizować dużo bardziej złożoną materię?

 

Po trzynaste.

Na Pana stronie internetowej podane są następujące istotne z punktu widzenia poprawności wydawanego werdyktu informacje: „Ważną rolę odgrywają również okoliczności dotyczące rodziców, takie jak ich kwalifikacje osobiste pozwalające na prawidłowy i pełny rozwój psychiczny i fizyczny dziecka pozostające w związku z właściwościami psychicznymi rodzica, stopniem zaangażowania uczuciowego, wiekiem i stanem zdrowia. Dla właściwego wyboru rodzica nie bez znaczenia będą jego możliwości finansowe, zarobkowe oraz warunki mieszkaniowe. Jednakże żadna z tych przesłanek brana pod uwagę z osobna nie powinna decydować o przyznaniu władzy rodzicielskiej jednemu z rodziców. Sąd orzekając o przyznaniu władzy rodzicielskiej ma na względzie całokształt właściwości psychicznych i możliwości majątkowych rodzica.” (www.brpo.gov.pl/index.php?md=1018).

Pięknie napisane. Wypisz wymaluj państwo prawa odrzucające dyskryminację, któregokolwiek rodzica.

Które z powyższych przesłanek w świetle zebranego przez Sąd materiału dowodowego przemawiają za decyzją sądu? Doskonale zdaje Pan sobie sprawę z tego, że gdyby w mojej sytuacji znalazła się kobieta, matka dzieci, w 100 na 100 przypadkach takich jak mój dzieci pozostałyby przy niej. Wystarczającym już powodem byłby fakt, że to mąż, ojciec opuścił rodzinę. Jedyny mój grzech, co bezradnie przyznają sądy, polega na tym, że jestem mężczyzną, a więc tylko ojcem. Tymczasem:

·         [ocenzurowano -  w tym miejscu Tomasz podaje znane sądowi fakty stojące w ewidentnej sprzeczności z wydanym werdyktem dotyczące porównania wykształcenia, zatrudnienia, warunków mieszkaniowych i poświadczonej przez świadków postawy rodziców, a które musimy pominąć z uwagi na ochronę interesu osoby trzeciej. Pozostawiamy natomiast część argumentów obrazujących jak szokujący jest rozdźwięk faktów i ich interpretacji (pominięcia) przez sąd]

·         brak brata jest lepszy niż posiadanie brata,

·         chęć wychowywania tylko jednego dziecka z dotychczasowej wspólnej rodziny jest lepsze od chęci wychowywania wszystkich dzieci razem,

·         porzucenie rodziny jest lepsze niż trwanie przy niej,

·         nowe środowisko (nierozpoznane przez sąd, który odrzuca przecież wnioski o wywiad kuratorski!) jest dla dziecka lepsze niż dotychczasowe, znane i bezpieczne miejsce zamieszkania.

Sąd Apelacyjny w Poznaniu pięknie to podsumował w swoim postanowieniu z dnia 5 maja 2010 roku:

„W tym względzie z całą stanowczością podkreślić należy, z pełnym szacunkiem i uznaniem dla rodziców małoletniej, że oboje oni pozostają w pozytywnej więzi uczuciowej z [córką], będąc w stanie zapewnić jej właściwe warunki opiekuńczo-wychowawcze i prawidłowo wywiązywać się z obowiązków wynikających z władzy rodzicielskiej, co czyni wybór jednego z nich bardzo trudnym.”

Co dalej już wiemy. Ale niestety dzieci jednego ojca nie są rodzeństwem więc mama bierze co jej.

Życzę wszystkim panom porzucającym rodziny (pardon! żony, bo przecież wybrane dzieci będą mogli zabrać ze sobą) takich wyrozumiałych sądów!

 

Nie można w orzeczeniu sądowym napisać tego wprost co publicznie mówi Rzecznik Sądu Okręgowego w Zielonej Górze, iż ojcowie nie mogą wychowywać córek, bo to źle by wyglądało w państwie, które szczyci się konstytucją gwarantującą równe prawa mężczyzn i kobiet w życiu rodzinnym. Zatem cel uświęca środki. W walce o słuszną ideologię „przyrodzonych praw i zdolności” zaprzęga się więc kłamstwo, oszustwo i cynizm. Prawo się nie liczy. Ale ten kto ma czelność powiedzieć to głośno ten nie rozumie, że sądy są niezawisłe.

 

Niech nie ma Pan złudzeń, że razem z gwałtem dokonywanym na mojej osobie dokonujecie również gwałtu na moich dzieciach. Prawo niestety nie potrafi ich uchronić. Jest wprawdzie po ich stronie, ale sądy są niezawisłe. Moje dzieci muszą więc pozostać rodzeństwem „na marginesie”.

 

Mimo wszystko oczekuję odpowiedzi od Pana wierząc w to, że jej uzyskanie jest moim prawem obywatelskim.

 

 

 

Z poważaniem,

 

 

Tomasz